Istnieją takie gry, które pomimo tego, że nas nudzą lub czasami irytują, potrafią przykuć naszą uwagę na długi okres czasu. Jedną z takich produkcji jest Hearthstone, czyli karcianka od firmy Blizzard. Od razu mówię, że to nie jest recenzja, ani nic w tym stylu. Chciałbym tutaj pokrótce opowiedzieć dlaczego ta gra jest dobra, jako produkt.

Należy zacząć od tego, że Hearthstone jest grą niesamowicie przystępną. Jeżeli ktoś dysponuje choćby elementarnym zakresem umiejętności poznawczych, będzie w stanie ogarnąć ten twór bez przechodzenia żadnych tutoriali czy czytania instrukcji. Poza tym oprawa audiowizualna jest cukierkowa, ale niezbyt infantylna, co sprawia, że może przypaść do gustu zarówno młodszym (mam na myśli wiek nastoletni) jak i starszym odbiorcom.

Grafika w Hearthstone jest dość przyjemna dla oka.

Hearthstone to zrzyna z Magic: The Gathering. Serio. Tylko obcięta ze „zbędnych” rzeczy. Gdybym miał określić twór Blizzarda jednym zdaniem, to powiedziałbym „to taki MTG tylko, że prostszy”.

Ale dlaczego Hearthstone jest dobrą grą? Dlaczego tak wciąga i przykuwa do monitora? Mają na to wpływ dwa główne czynniki. Zanim jednak do nich przejdę, od razu chciałbym powiedzieć, że ogólnie produkcja ta reprezentuje sobą poziom Blizzardowski, czyli ogólnie mało czego można się czepiać, bo wszystko jest nieziemsko dopracowane.

1) Nagradzanie gracza.

Każde nasze posunięcie w tej grze jest w jakiś sposób nagradzane. Każdy podsystem ma coś, dzięki czemu otrzymamy dodatkowe punkty lub inny prezent. Oczywiście jest to dość standardowe zagranie – poziomy postaci, rankingi, dodatkowe karty a nawet „magiczny pył” za niszczenie niepotrzebnych nam kart. To wszystko już było. Pomijając takie kwestie jak wyskakujące misje dzienne, za których wykonanie możemy otrzymać dodatkowe złoto czy odblokowywanie dodatkowych bohaterów poprzez walkę z nimi. W Heartstone jest jeszcze jeden rodzaj „nagradzania” – jego subtelny brat o nazwie „smaczek”. Gra jest totalnie, całkowicie naszpikowana różnego rodzaju smaczkami, która są po prostu głupio przyjemne. Począwszy od lektorów, którzy wypowiadają żartobliwe lub ciekawe kwestie, poprzez interaktywną planszę pod karty, na głupawych czasami komentarzach do kart kończąc. Tam gdzie nie dostaniemy żadnych punktów lub złota, usłyszymy coś ciekawego lub przeczytamy jakiś żart.

Nawet gdy przegramy pojedynek, otrzymujemy punkty doświadczenia.

2) Odkrywanie.

Druga sprawa, już bardziej oczywista i całkowicie dla karcianek typowa, to odkrywanie nowych rzeczy. W tym przypadku otrzymujemy kolejne karty, które później możemy użyć w naszej talii. Dodatkowo, jak wspominałem, jest to element „nagradzania gracza”. Bajer polega na tym, że w tej produkcji „odkrywanie” nawzajem zazębia się z „nagradzaniem”.

Choć ilość kart w Hearthstone nie ustępuje takiemu Magic: The Gathering, to i tak jest ona naprawdę pokaźna.

Ja osobiście w Hearthstone trochę gram, i chociaż widzę, że to produkcja nastawiona bardziej na szczęście niż taktykę, to katuje oponentów mi się całkiem przyjemnie. Jeżeli Blizzard będzie dbał o swoją produkcję, rozpieszczał ją nową zawartością i kontynuował prace, z całą pewnością zrzeszy wokół siebie dużą gromadę ludzi, żądnych nowych kart oraz bohaterów.